piątek, 20 marca 2015

Rozdział 19. To wcale nie takie łatwe

 Piękny zimowy dzień. Mieszkańcy wykonywali codzienne obowiązki. Shinobi wypełniali powierzone im misje, a dzieci beztrosko bawiły się w białym puchu, głośno się przy tym śmiejąc. Nie raz nawet dorośli dawali ponieść się zabawie, co powodowało liczne bitwy na śnieżki.
 Czwórka naszych bohaterów także nie próżnowała. Pod bacznym okiem Densetsu Samurai ciężko trenowali, by być w stanie w przyszłości obronić swoich bliskich.
 ~ Sasuke i Taisuke ~
 Dwójka ciemnowłosych mężczyzn stało w rogu dość sporego pomieszczenia. Między nimi panowała kompletna cisza. Było to spowodowane głównie tym, że Taisuke, drapiąc się po głowie, próbował wymyślić od czego zacząć. Sasuke zaś stał i cierpliwie czekał na jakiekolwiek słowa nauczyciela. W końcu, po pewnym czasie starszy z nich machnął ręką i powiedział:
 - A co ja się będę męczył? Pokażę Ci o co mi chodzi, a potem to powtórzysz. Może być?
 - Jasne. - odpowiedział szybko.
Mimo, że Sasuke nie wyglądał na osobę niecierpliwą, to tak naprawdę w środku aż się gotował. Była to jedna z nielicznych cech, których niestety nauczył się od Naruto. Po prostu spędzają ze sobą zdecydowanie za dużo czasu. Taisuke, litując się nad uczniem i nie każąc mu dłużej czekać, od razu przeszedł do demonstracji.
 W ciągu kilku sekund stanął w szkarłatnych płomieniach. Po kolejnych paru, ogień ten zaczął przygasać, ale jednocześnie kumulując swoją siłę na wyciągniętej przez Taisuke ręce. W końcu powstała niewielka kula gorącego żaru. Nie zwlekając, długowłosy cisnął nią w ustawiony niedaleko pal. Siła i temperatura pocisku była tak duża, że zniszczyła nie tylko swój cel, ale i stopiła kawałek kamiennej ściany, przy której jeszcze do niedawna znajdował się pal.
 - Jak to zrobiłeś? - zapytał natychmiast Sasuke.
Stał z szeroko otwartymi oczami i podziwiał zniszczenia, jakie zrobiła tak mała kula ognia.
 - Ech... - westchnął lekko zrezygnowany Taisuke – Sęk w tym, że nie wiem. To się po prostu czuje. Tak jak przy odnajdywaniu ognia, po prostu czujesz gdzie ono się znajduje i jak je wydobyć na powierzchnię. Tu jedynie dodajesz polecenia umysłu. Chcesz, żeby ogień skupił się w dłoni, więc koncentrujesz się na tym miejscu i zamiast kierować płomienie na zewnątrz ciała, kierujesz je do dłoni. I to w sumie tyle.
Sasuke stał przez chwilę bez słowa i analizował wypowiedź nauczyciela. Ten jedynie wzruszył ramionami i dodał:
 - No co? Ogień jest nieposkromiony, nieobliczalny sam musisz dojść do tego, jak się nim posługiwać i co zrobić, by był Ci posłuszny.
Czarnowłosy raz jeszcze zerknął na przyjaciela, po czym przymknął oczy i skoncentrował się na swoim wnętrzu. W porównaniu do starszego Samuraja, wywołanie ognia zajęło mu więcej czasu, ale jak na ten etap to i tak dobrze sobie poradził. Niestety, kiedy zaczął przekierowywać płomienie do dłoni, one najzwyczajniej w świecie... zgasły.
 - Co jest? - zapytał zirytowany, patrząc na pustą dłoń.
 - Ogień nie znalazł odpowiedniej drogi. Musisz próbować wielu rozwiązań, aż w końcu trafisz na ten odpowiedni. - wytłumaczył pokrótce Taisuke.
Sasuke kiwnął głową, dając w ten sposób znak, że zrozumiał i ponownie starał się wykonać technikę. Dopiero coś po dziesiątym razie udało mu się skupić w dłoni kuleczkę. Była dosyć mizerna w porównaniu do tej Taisuke, ale grunt, że była. Czarnowłosy zamachnął się lekko i cisnął techniką w drewnianych pal. Jednak, nim dotarła ona do celu... znikła.
 - Hi hi hi.
Długowłosy nie był w stanie dłużej już utrzymać cisnącego mu się na usta złośliwego chichotu.
 - Zamknij się. - warknął w jego stronę, już nie podirytowany, ale delikatnie mówiąc wkurzony Sasuke.
 - Spokojnie. Po prostu, po wypuszczeniu kuli z ręki zerwałeś z nią mentalny kontakt. Przecież ogień pochodzi z Ciebie, więc jak straci źródło to zniknie. Musisz cały czas być skoncentrowany. A teraz ćwicz. Dobrze Ci idzie, a jak w końcu rozwalisz ten pień nauczę Cię kumulować ogień bezpośrednio w jednym punkcie, bez uzewnętrzniania go całym ciałem.
Sasuke nie skomentował już jego słów, tylko powrócił do przerwanego treningu. Taisuke zaś odsunął się na bok, żeby nie przeszkadzać przyjacielowi. Jednocześnie uważnie obserwował jego poczynania, by w razie potrzeby szybko zareagować. Cóż, nie uśmiechało mu się odbudowywać Naruto domu.
 ~ Hinata i Maki ~
 Dziewczyny również nie marnowały czasu i od razu przeszły do rzeczy, a głos zabrała Maki:
 - Niestety, Hinata, ale będziesz miała trochę utrudnione zadanie. Nie dość, że będziesz musiała skupić się na wykonywaniu techniki, to najpierw musisz wywołać wodę, która będzie niezbędna do jej wykonania. Ale spokojnie, z czasem będziesz robiła to wszystko całkowicie instynktownie. - zamilkła na chwilę, a gdy przed dwiema kobiecymi sylwetkami zawirowała przeźroczysta ciecz, kontynuowała przerwaną wypowiedź – Na początek, musisz siłą umysłu skłonić wodę do ruchu, a dokładniej do tego, aby oplotła Twoje ręce.
W czasie gdy mówiła, kryształowe wstęgi oplotły dłonie i przedramiona starszej z kobiet.
 - Na razie nauczę Cię wykonywać techniki ze skoncentrowanej wody, będzie łatwiej.
Równo jak wypowiedziała to zdanie wstęgi ujednoliciły się i skupiły bezpośrednio wokół dłoni Maki. Granatowowłosą mocno zainteresowało to zjawisko, więc spojrzała pytająco na nauczycielkę.
 - Widzę, że już to zauważyłaś. Jest na to proste wytłumaczenie. Woda wykonuje to, o czym akurat w danej chwili wspominam, ponieważ słucha się ona poleceń wydawanych bezpośrednio przez mój umysł. Ja już tego nie muszę kontrolować, to samo się kontroluje. A wracając do techniki. Zobacz.
Maki ucichła na chwilę i odwróciła się w kierunku kolejnego już w tej sal pala. Stanęła w pozycji bojowej i zamachnęła się. Otwartą dłonią, z palcami zwróconemu ku obranemu celu, wypuściła wstęgę wody, która przecięła drewno na pół.
 - Teraz Ty spróbuj. Pamiętaj, że wszystkim sterujesz za pomocą umysłu.
Hinata zaś, zamiast wykonać polecenie Maki zadała jeszcze jedno, nurtujące ją pytanie:
 - To ustawienie ciała łudząco przypomina technikę mojego klanu, nie sądzisz?
 - Masz rację. - odparła zadowolona spostrzegawczością swojej uczennicy – Dzieje się tak głównie dlatego, że w podobny sposób Jūken umożliwia wypuszczenie skoncentrowanej czakry.
 - Rozumiem. - odpowiedziała Hinata – No to zaczynajmy.
Granatowowłosa przywołała do siebie żywioł z trochę większymi trudnościami niż Maki i ustawiła się w odpowiedniej pozycji. Przymknęła na chwilę oczy, by móc lepiej się skoncentrować, a po chwili wyrzuciła przed siebie dłoń. Technika jednak nie wyglądała tak jak powinna. Zamiast wstęgi, w stronę pala poleciała kula wodna roztrzaskując drewno na kawałki i uderzając w znajdującą się za nim ścianę, wzbijając przy tym w powietrze tumany kurzu.
 - Spokojnie, Hinata! - zawołała zaskoczona Maki – Zdecydowanie za dużo czakry. Nie myśl o tym, ile mocy włożyć w wykonanie techniki, ale skup się bezpośrednio na jej wyglądzie. Wyobraź sobie ją.
Białooka ponownie skoncentrowała się na wodzie. Tym razem pojawiła się wstęga, ale nim dotarła do celu, rozpadła się.
 - Teraz lepiej. Ćwicz dalej.
Maki zgrabnie odsunęła się od przyjaciółki i uważała, by znów nie narobiła jakichś szkód.
 ~ Naruto i Kazuma ~
 - Co mam robić? No powiedz w końcu, no!
W tej dwójce z pewnością nie było równie spokojnie co w pozostałych.
 - Ogarnij się, Młody. Trochę cierpliwości! - zirytował się Kazuma.
Jak widać na załączonym obrazku, niektórych przyzwyczajeń niestety nie da się wyplewić. W Naruto, mimo wieku wciąż zostało coś z dziecka, co przynosiło zgryzotę głównie jemu nauczycielowi. Kazuma, nie chcąc dłużej słuchać jęków przyjaciela natychmiast przeszedł do rzeczy:
 - Na dobry początek pocieszę Cię, nie ma tu wiatru, więc będzie Ci zdecydowanie gorzej niż w lesie.
Po tych słowach Kazuma uśmiechnął się złośliwie, a Naruto zaczął na nowo marudzić.
 - No super. Dzięki za podbudowanie na duchu. Nie ma to jak...
Nie udało mu się jednak skończyć, bo starszy z mężczyzn całkowicie zignorował blondyna.
 - Zanim zaczniesz wykonywać technikę musisz sam wywołać wiatr, poprzez ruch cząstek powietrza. Pokarzę Ci, jak to ma mniej więcej wyglądać, ale do ostatecznej formy będziesz musiał dojść sam. Spójrz. Przy pomocy siły umysłu skłaniam otaczające nas powietrze do ruchu, swoistego tańca. Nie muszą to być silne powiewy, skoda naszej energii. Kiedy już uzyskasz niewielki wiaterek musisz skupić go w okolicach swojej dłoni, bo to przy jej pomocy wykonuje się tą technikę. Kiedy już to zrobisz, skupisz się na celu i zamaszystym ruchem posyłasz taki jakby powietrzny sierp. O tak.
Kazuma sprawnie zamachnął się na stojący nieopodal drewniany pal. Nim blondyn zdążył się zorientować, drewno osunęło się na ziemię przecięte na pół.
 - Super. - skomentował Naruto.
Nie tracąc czasu ustawił się przed kolejnym celem i skoncentrował się na ruchu cząsteczek powietrza. Trochę się namęczył, ale w końcu skupił w ręce trochę wiatru. Zadowolony z siebie zamachnął się i posłał technikę w stronę pala. Jednak, zamiast zniszczyć cel ta jedynie w niego... dmuchnęła.
 - Ha! Ha! Ha!
Naruto został bardzo kulturalnie wyśmiany przez starszego przyjaciela. Blondyn jedynie na niego warknął. Skoro Sasuke nauczył się paru zachowań Naruto, to jasne jest, że i blondyn padł „ofiarą” częstego przebywania w towarzystwie Uchihy. Następnie ponownie stworzył technikę, lecz stało się dokładnie to samo. Po pewnym czasie Kazuma nareszcie opanował swoją wesołość. Postanowił zlitować się nad niebieskookim i wyjaśnił mu gdzie robi błąd.
 - Naruto, ty po prostu zbyt dużo uwagi zwracasz na siłę i efektowność techniki, a zbyt mało na samym jej wychowaniu. Powinieneś być cały czas skoncentrowany i skupić się na odczuwaniu mentalnej łączności z żywiołem. Teraz twój brak koncentracji nie wyrządził szkód, ale w przypadku technik posiadających zdecydowanie większe pole rażenia może dojść nawet do potężnego wybuchu. Naruto przemyślał ostrzeżenie i po chwili przyznał Kazumie rację. Nie był głupi i doskonale zdawał sobie sprawę z zagrożenia. Był liderem grupy, musiał trzymać fason.
 - Zrób to jeszcze raz, ale tym razem powoli i dokładnie.
Naruto zrobił wszystko, jak kazał mu Kazuma i dało to zamierzone efekty. Na pniu pojawiło się niewielkie nacięcie.
 - Świetnie. - pochwalił go – A teraz ćwicz, dopóki nie uda Ci się przeciąć całego pala.
Kazuma, podobnie jak jego przyjaciele, oddalił się na bezpieczną odległość i obserwował z uśmiechem swojego ucznia. Rzadko na twarzy Naruto pojawiało się takie skupienie i powaga. Widocznie słowa starszego Samuraja głęboko do niego trafiły. I dobrze. Przynajmniej szybciej zakończy trening.

~ Witam :)
Lekki poślizg czasowy, bo notka miała być rano, ale tak się złożyło, że dopiero teraz miałam czas żeby ją dodać. Ale jeszcze załapałam się na piątek :D
Bez dłuższego smęcenia. Do zobaczenia za tydzień. :*

piątek, 13 marca 2015

Rozdział 18. Koniec wakacji

~ Dedyk dla Rozważnej Romantycznej :) Ona wie za co ;)

 Od festynu noworocznego minęły już dwa dni. Wszyscy mieszkańcy wioski chcąc, czy nie chcąc powrócili do codziennych obowiązków. Akuma także skończył się już urlop i od dziś mięli wznowić trening. Wraz z Densetsu znajdowali się właśnie w sali ćwiczeniowej pod domem Naruto.
 - Zapewne niezmiernie się cieszycie, że wracacie do morderczego treningu i przez następne tygodnie będziecie dzień w dzień oglądać nasz twarze. - zaśmiała się chytrze Tomiko.
 - Ta, super...
 - Nie widzisz jak skaczemy z radości?
Cóż tu zaprzeczać? Do najszczęśliwszych ludzi na świecie to oni nie należeli. Ostatnie dni przypomniał im, jak było kiedyś, jak wspaniale jest spędzać czas z przyjaciółmi i nie musieć myśleć o otaczających problemach. Jednak, z drugiej strony dużo nie wytrzymaliby bez porządnej harówki, która zdążyła już wejść im w krew. Zdawali sobie sprawę, że przed przeznaczeniem nie uciekną i to co robią ma duże znaczenie dla całego świata.
 - Dobra, dobra, już nie narzekajcie. Nie będzie tak źle. - Maki próbowała podnieść na duch młodszych przyjaciół.
 - No właśnie. Przecież ten etap treningu będzie fajny. Powalczycie sobie. - Taisuke poparł koleżankę.
 - Tak, wiemy przecież. Ale mimo wszystko fajnie było nic nie robić. - odezwał się Sasuke.
 - Wracając do tematu... - przerwała tą bezsensowną dyskusję Tomiko – Jak już wcześniej wspominaliśmy, trening, który Was czeka opierać się będzie głównie na walce. Postaram się nakierować Was na odpowiednie „tory”, że tak powiem, ale zdecydowana większość zależeć będzie od Waszych umiejętności i umysłów. Nie zaprzeczam, łatwo nie będzie...
 - Czemu mnie to nie dziwi. - przerwał marudnym głosem Sasuke.
Tomiko jednak całkowicie zignorowała czarnowłosego i nie przejęta jego wtrąceniem, kontynuowała:
 - ...ale za to posiądziecie niesamowitą moc rażenia. W ciągu kilku sekund będziecie w stanie zmieść z powierzchni ziemi całą wioskę. Z drugiej strony zaś, prawdziwą sztuką jest umiejętność skoncentrowania czakry tak, by można było nad nią panować oraz umiejętne wypuszczanie jej w otoczenie, aby przyroda była na każdy Wasz rozkaz.
 - Na przykład u Ciebie, Naruto – podjęła wyjaśnienia Maki – naturę można wykorzystać przy doskonaleniu Rasengana. Tak jak wprowadzasz do tej techniki czakrę Lisa, możesz też spróbować z wiatrem.
 - To by się mogło udać. - przytaknął zamyślony blondyn.
 - To na co czekamy? Do dzieła! - zadecydowała zniecierpliwiona Namida, zacierając ręce.
 - Dobrze, dobrze, najpierw podstawy. - ugasił ją Taisuke – Na początek wsłuchajcie się w przyrodę. Odnajdźcie ją w otoczeniu.
 - Emm... Mam pytanie. - odezwała się nagle Hinata – Przecież tu nic nie ma. Żadnej roślinności, wody, czy wiatru, więc jak mamy się z nimi połączyć?
Dopiero teraz reszta Akuma uświadomiła sobie, o czym mówi ich koleżanka. W końcu byli w sali treningowej w piwnicy. Skąd więc tu wziąć przyrodę? Czwórka nauczycieli nie zmartwiła się słowami dziewczyny, wręcz przeciwnie, na ich ustach pojawiły się uśmiechy, jakby tylko czekali na to pytanie.
 - Tu akurat nie macie racji. - odezwał się w końcu Kazuma – Wbrew pozorom w powietrzu znajdują się miliony niezauważalnych gołym okiem cząsteczek każdego z żywiołów. Przyroda to nie tylko drzewa czy ptaki. Są one złożone z o wiele mniejszych jednostek, które są tu kluczem. Spójrzcie choćby na tą ścianę. - wskazał ręką na koniec sali i kontynuował – Ściana, jak ściana, kamienna, prawda? Ale przecież kamień powstał z piasku, a kiedy się bliżej przyjrzymy, będziemy w stanie dostrzec nieliczne okruchy ziemi. Co prawda, nie jest ich dużo, lecz przy dobrej koncentracji można by zebrać je w jedną całość i stworzyć na przykład pociski. Inna rzecz. Dotknijcie jej.
 - Po krótkim wahaniu, do ściany podeszła Hinata i przyłożyła do niej dłoń.
 - I? - ponaglił ją Kazuma.
 - Zimna... I wilgotna.
 - No właśnie, wilgoć. A ona bierze się z... - urwał, wyczekując odpowiedzi od uczniów.
 - Woda! - zaskoczyła po chwili Namida.
 - Dokładnie. - uśmiechnął się z zadowoleniem czarnowłosy.
 - A spójrzcie tu. - podjął wyjaśnienia Taisuke i wskazał palcem na sufit.
 - Pęknięcie. - zauważył Naruto.
 - Więc?
 - Wiatr. - odpowiedział Sasuke.
Na twarzach Akuma rysowało się coraz większe zainteresowanie i skupienie. Rzadko można ich zobaczyć w takim stanie, ale jeśli chodzi o trening zawsze potrafią utrzymać powagę.
 - O ogniu nie będę wspominać, bo na pewno Sasuke podzielił się z Wami naszym treningiem.
 - Hai. - odpowiedzieli chórem.
 - To teraz zaczynajcie. - pogoniła młodszych przyjaciół Tomiko, nie spuszczając z nich wzroku.
Uczniowie, jak na komendę znieruchomieli i zamknęli oczy. Całkowicie oddali się swojemu zadaniu. Po około minutach, nareszcie, coś zaczęło się dziać. Jakby znikąd, w powietrzu zaczęły materializować się kropelki wody i zbijać w jedną, zwartą całość. Gdy w końcu, na środku pomieszczenia znajdowała się kula wodna, o średnicy 50 cm oczy otworzyła Hinata.
 - Jestem gotowa. - odezwała się.
 - Doskonale. - pochwaliła ją Maki, z uśmiechem satysfakcji na twarzy.
Granatowowłosa nie pytała, o co chodzi, ale tak szczerze, to chyba nie chciała wiedzieć. Mimo swojego wieku Densetsu miewali naprawdę dziecinne pomysły.
 - Odejdźmy na bok. Wyjaśnię Ci resztę.
Po tych słowach obie kobiety skierowały swoje kroki w stronę przeciwległej ściany, a starsza z nich zaczęła coś żywo tłumaczyć, gestykulując przy tym rękami.
 ~ Perspektywa Densetsu Samurai ~
 - Ha! Patrzcie, wygrałam! - uradowała się Maki, widząc pojawiające się w powietrzu krople.
 - Jak to? Niemożliwe! - załamał się Kazuma.
 - Po prostu mam najzdolniejszą uczennicę.
 - Nie prawda. Ma tylko szczęście. - odparła niepocieszona Tomiko.
 - Spokojnie, jeszcze nie wiadomo, kto stawia obiad. - Taisuke próbował uspokoić przyjaciół.
 - Ale ja nie stawiam. - uśmiechała się dalej Maki.
 - Spadaj. - odpowiedzieli chórem i skupili wzrok na otwierającej oczy Hinacie.
Zapewne każdy z Was zastanawia się, o co w tym wszystkim chodzi? Otóż, jeszcze przed treningiem Densetsu założyli się o to, czyj uczeń jako pierwszy połączy się ze swoim żywiołem. Nauczyciel ostatniego zaś stawia obiad. Jak widać, Maki już zdążyła wygrać zakład, a los toczył się pomiędzy pozostałą trójką.
~ Perspektywa ogólna ~
 Kiedy kobiety oddaliły się, znów można było wyczuć w powietrzu niepokojące zawirowania, które wróżyły tylko jedno – kolejny z uczniów połączył się ze swoim żywiołem. Densetsu wstrzymali oddech i bezgłośnie kibicowali swoim uczniom. Nareszcie, po kilku, wyjątkowo długich minutach, z ciała Sasuke buchnął czerwono-złoty płomień. Taisuke, widząc taki obrót spraw uśmiechnął się zwycięsko, po czym zabrał czarnowłosego na bok. Teraz napięcie sięgało zenitu. Od tego, kto pierwszy zjednoczy sobie naturę zależy bankructwo jednego z nauczycieli. Nagle Kazuma podskoczył i niemal krzyknął z radości, ponieważ poczuł na twarzy delikatne muśnięcia wiatru. Wokół Naruto pojawiła się niewielka trąba powietrzna, która równie szybko się uspokoiła, jednocześnie ukazując uśmiechnięte oblicze blondyna. Kiedy chłopaki odeszli, Tomiko patrzyła zrezygnowanym wzrokiem jak już po kilku sekundach łydki Namidy zostały oplecione przez pnącza i różnorodne rośliny. Niebieskooka natychmiast uśmiechnęła się do swojej nauczycielki, ale kiedy zobaczyła jej minę natychmiast zmarszczyła brwi.
 - Stało się coś? Czy zrobiłam coś źle?
 - Nie, nie. Wszystko dobrze, tylko...
 - Tylko...? - popędziła przyjaciółkę.
 - Ech... Właśnie przegrałam zakład. - odpowiedział, przywołując na twarz nieładny grymas.
 - Niech zgadnę, założyliście się o to kto pierwszy połączy się z naturą, prawda?
 - Ta...
Przed potwierdzeniem Tomiko, niebieskooka miała jeszcze nikłą nadzieję, że się myli, ale teraz jedynie się jeszcze bardziej załamała i złapała za głowę.
 - A dowiem się przynajmniej o co się założyliście? - zapytała, nie zmieniając swojej pozycji.
 - No... Stawiam obiad po treningu. - udzieliła odpowiedzi, lekko zawstydzona.
Namida, słysząc jej odpowiedź prychnęła śmiechem i kręcąc głową odparła:
 - No to życzę powodzenia.
Na tym dyskusja się zakończyła. Tomiko doskonale sobie zdawała sprawę, że ma przechlapane. Tak się składa, że z powodu mocy, którą posiadają w sobie Akuma mają nieposkromiony apetyt i spokojnie potrafią jeść za trzech, a po treningu i za pięciu. Nawet Chōji przy nich wymięka. Co więcej, dziewczyny wcale nie ustępowały swoim kolegom. Dzięki dobrej przemianie materii spokojnie dorównują im w ilości pochłoniętego pokarmu.
 A wracając do obecnych wydarzeń, Tomiko zdążyła pogodzić się z porażką i zaczęła przybliżać uczennicy tajniki treningu,
 ~ Tomiko i Namida ~
 - No dobra, na początek, pamiętasz co Ci pokazałam na początku drugiego etapu treningu? - zapytała Tomiko.
 - Ta z zabójczymi lianami? Pewnie! - podekscytowała się Namida.
To dobrze. Teraz nauczę Cię, jak wykonać tę technikę. Zacznij od stworzenia pnącza, ale pamiętaj, musi ono być wystarczająco silne.
Oni natychmiast wykonała polecenie, a wokół jej nadgarstka oplotła się winorośl.
 - Dobrze. - kontynuowała – Teraz wyślij do niej impuls czakry i obserwuj, jak się zachowuje.
Namida skupiła się i od razu po tym jak poczuła na ręce przeskok energii, pnącze szybko wystrzeliło przed siebie. Tomiko, tylko dzięki dobremu refleksowi uniknęła nieprzyjemnego spotkana z rośliną.
 - Hej, spokojnie! - zawołała – Trochę mniej czakry. Musisz sama wyczuć, ile jej potrzeba. O tak, teraz dobrze.
Tym razem pnącze delikatnie się podniosło i zaczęło leniwie sunąć po podłodze. Zachowywała się jakby ożyła.
 - A teraz skup się na tym palu i siłą umysłu wyślij rozkaz. Każ mu przebić drewno. Niech Cię nic nie rozprasza. Skup się tylko na tej jednej myśli. - poleciła.
Przez kilka sekund nic się nie działo, aż magle pnącze wystrzeliło przed siebie. Niestety minęło cel o kilka centymetrów i wbiło się w ścianę.
 - Kuso. - podsumowała niebieskooka.
 - Nic nie szkodzi. Dobrze Ci poszło. Spróbuj jeszcze raz.
I spróbowała. Tym razem jej się udało i roślina, z niewielkimi problemami przebiła pal.
 - Świetnie. To ja już Ci nic nie pomogę. Reszta zależy od Ciebie. Teraz przywołuj swoje techniki i staraj się przesłać do nich energię natury, którą pobierzesz z otoczenia. Następnie kieruj nimi za pomocą swojego umysłu. Ale ostrzegam – dodała jeszcze – musisz być ostrożna. Jeżeli zrobisz coś nierozważnie i przesadzisz z ilością czakry możesz nas wszystkich wysadzić w powietrze.
 - Rozumiem – odpowiedziała – Będę uważać.
Po tych słowach, Tomiko oddaliła się na kilka metrów by nie przeszkadzać uczennicy, ale jednocześnie dokładnie obserwować każdy jej ruch, by w razie konieczności zainterweniować. Tak jak wspominała łączenie żywiołów z technikami ninja to nie jest zabawa. Z pewnością dojdzie do kilku mniej luba bardziej niebezpiecznych wybuchów. Pamięta, jak raz ona sama zawaliła jaskinię, w której trenowała. Aż się uśmiechnęła na to wspomnienie. Tak wiele się zmieniło od tego czasu. Tak wiele...

~ I wracamy do kwestii treningu. Mam nadzieję, że się podobało. Czekam na komentaże i życzę szczęścia bo dziś 13. piątek :P
Pozdrawiam gorąco i do następnego :*

piątek, 6 marca 2015

Rozdział 17. Kolejne niespodzianki

 Dni mijały powoli i spokojnie. Każdy pogrążony był we własnych obowiązkach. Czwórka shinobi chętnie korzystała z otrzymanego czasu wolnego. Często można było spotkać ich w mieście, czy to w parku, jednak wszędzie gdzie się pojawiali wywoływali zainteresowanie. Nic w tym dziwnego, kiedy nagle pojawiać się między ludźmi, a po kilku miesiącach znów spacerują sobie ulicami Konohy, jakby nigdy nic. W końcu nadszedł wyczekiwany przez wszystkich mieszkańców czas świąt. Wioskę pokryła cieniutka warstwa śnieżnego puchu, co w połączeniu z licznymi lampionami i innymi ozdobami nadawała otoczeniu magiczny klimat. Na ulicach było tłoczno i każdy śpieszył się, aby zakończyć przedświąteczne obowiązki i jak najszybciej wrócić do bliskich. Do grona tych ludzi zaliczali się również cztery, doskonale znane w wiosce kobiety, a były nimi: Maki, Tomiko, Namida i Hinata. Szły, wesoło rozmawiając, a w rękach niosły siatki pełne jedzenia.
 - Jak my dawno nie obchodziłyśmy świąt. - wyznała zamyślona Maki.
 - O tak. Tęskniłam za tymi przygotowaniami, gotowaniem przysmaków, strojeniem choinki. - rozmarzyła się Namida – Ale teraz święta wyglądają zupełnie inaczej niż za naszych czasów.
 - To znaczy? - zaciekawiła się Namida.
Tomiko, na te słowa uśmiechnęła się delikatnie i zatopiła we wspomnieniach, rozpoczynając opowieść:
 - Pamiętam, jak razem z siostrą własnoręcznie przygotowywałyśmy ozdoby na choinkę, którą chwilę wcześniej ojciec, wraz z bratem przyniósł z pobliskiego lasu. Pamiętam jej zapach, pomieszany z aromatem domowej roboty pieczeni mojej mamy z upolowanej zwierzyny. Kiedyś nie było tak jak teraz, że wszystko można kupić w sklepie. Na szczęście mój tata był świetnym myśliwym, więc zawsze mięso znajdowało się na stole. Mama zaś byłą doskonałą kucharką i potrafiła stworzyć coś z niczego. Mimo ograniczonych produktów stół w naszym domy był zawsze syto zastawiony. Ach... Tęsknię za tymi czasami, kiedy wszystko było takie proste.
 - Ja też. - przytaknęła Maki, również otrząsając się ze wspomnień.
Resztę drogi przebyły rozmawiając już na mniej ważne tematy. Jednak, kiedy przekroczyły próg posiadłości Namikaze zgodnie zamilkły, nie mogąc uwierzyć w to co zobaczyły. Otóż, przed wyjściem na zakupy nakazały chłopakom, że pod ich nieobecność maja przystroić dom. Spodziewały się, że ograniczą się oni do choinki i wiszących gdzieniegdzie lampek, ale to co zastały, przerosło ich najśmielsze oczekiwania. Cały dom lśnił od przeróżnych girland i mrugających wesoło światełek. W salonie stała potężna, sięgająca sufitu choinka, której z pewnością poświęcili wiele czasu. Pod nią dostrzec można było ułożone starannie prezenty od chłopaków. Nad kominkiem wisiały skarpety, a w całym pomieszczeniu zostały rozstawione zapalone świeczki zapachowe. Wokół roznosiła się przyjemna woń pomarańczy i goździków. Zapach świąt.
 - I jak się paniom podoba? Spełniliśmy oczekiwania? - zapytał uśmiechnięty Kazuma, podchodząc do wciąż zszokowanych kobiet, by odebrać od nich zakupy.
Dopiero po dłuższej chwili dziewczyny zdołały się otrząsnąć.
 - No, muszę przyznać, że się postaraliście. - wyznała z uznaniem Namida i weszła do salonu, bo do tej pory cały czas stały w progu.
 - Jestem z Ciebie dumna, Sasuke. - powiedziała Hinata i cmoknęła swojego chłopaka w policzek.
 - Ja też dostanę buziaka? - Kazuma spojrzał proszącym wzrokiem na swoje przyjaciółki.
 - Nie! - odpowiedziały zgodnie i wybuchnęły głośnym śmiechem, widząc jego minę zatytułowaną „zabrano dziecku lizaka”.
Już bez większego ociągania wszyscy znów zostali zaciągnięci do roboty, tym razem do pomocy w kuchni i przygotowywaniu wigilijnego stołu.
 Cały wieczór minął w przyjemnym nastroju, pełnym świątecznego ciepła i miłości. Po kolacji Maki usiadła przy fortepianie i zaczęła grać oraz śpiewać. Jej melodyjny głos roznosił się echem po całym domu. Nikt nie ważył się odezwać choćby słowem, Każdy pogrążony był we własnych myślach i snuł rozważania na temat zbliżającej się wielkimi krokami przyszłości.
 Kiedy Maki skończyła grać już piąty utwór z kolei, Naruto postanowił rozładować, nieco depresyjny nastrój.
 - Ej! My tu tak siedzimy, a prezenty leżą bezczynni i nie wiadomo na co czekają.
Na jego słowa Kazuma wręcz rzucił się pod choinkę z okrzykiem na ustach:
 - Ja rozdaję!
Po krótkiej sprzeczce, bo mężczyzna zamiast iść po kolei zaczął wyszukiwać paczki z jego imieniem, wszystkie upominki trafiły do swoich nowych właścicieli. Nie obył się bez śmiechu, gdy Tomiko dostała od Kazumy czerwoną, seksowną, koronkową bieliznę. W połączeniu z lubieżnym uśmiechem kolegi i jego tekstem, że musi przymierzyć prezent skończyło się na tym, że sam, przy drobnej pomocy reszty chłopaków został ubrany w skąpy komplet. Od dziewczyn zaś otrzymała perfumę, która ostatnio bardzo jej się spodobała. Maki „wzbogaciła się” o delikatną, zwiewną sukienkę i pasujące do niej buty na lekkim obcasie. Hinata dostała zdobiony grzebyk do podpinania włosów, a od Sasuke srebrny wisiorek z białą lilią. On zaś otrzymał stary, posrebrzany sztylet, posiadający swoją historię. Należał on do jednego z największych władców, jeszcze z przed czasów wybuchu Pierwszej Wielkiej Wojny Shinobi. Był misternie wykonany, posiadał liczne zdobienia i wgłębienia, układające się w symbole pieczęci, dzięki której mimo upływu wielu wieków od jego wykonania nie stracił na swojej zabójczej precyzyjności i wyglądzie. Taisuke dostał zwój przywołania, który własnoręcznie przygotował Sasuke. Prezent na nic by się jednak nie przydał, gdyby nie spryt Namidy, która niepostrzeżenie umieściła w głównej zbrojowni wioski identyczną pieczęć, co na zwoju. Dzięki temu mężczyzna mógł przyzywać ogromne ilości broni, co na pewno przyda się w ostatecznej bitwie. Kazuma, kiedy już zdołał wyplątać się z czerwonej bielizny Tomiko także rozpakował swój pakunek. Znalazł tam skórzaną kaburę na kunaie z pełnym wyposażeniem oraz kupony na darmowe dango, które uwielbiał. Na bardzo podobny pomysł wpadł zastanawiając się nad prezentem dla Naruto. Podarował mu talony na ramen w Irichaku. Oprócz tego chłopak dostał jeszcze coś, co zaskoczyło wszystkich zgromadzonych w domu. Ze sporego pudła wyjął długi, biały płaszcz z pomarańczowymi płomieniami u dołu i wyszytym napisem „Yondaime Hokage” na plecach – płaszcz jego ojca. Po śmierci Minato ten charakterystyczny strój zniknął. Wszyscy myśleli, że władca wioski został w nim pochowany, ale jak widać mylili się. Namida już jakiś czas temu zadeklarowała się, że przygotuje prezent dla swojego chłopaka. Teraz już było wiadome dlaczego. Pewnego dnia, gdy Naruto załatwiał coś na mieście niebieskooka z nudów postanowiła bliżej przyjrzeć się posiadłości Namikaze. Kiedy oglądała zbrojownię, przez przypadek otworzyła ukryty schowek, w którym znalazła cenne ubranie. Wtedy właśnie postanowiła, że odda je chłopakowi w odpowiedniej chwili. Naruto również postanowił przygotować ukochanej coś wyjątkowego. W czasie jednej z licznych misji, które wykonał wpadł na ciekawy zbiór ksiąg. Wśród nich znalazł opasły tom, opisujący całą historię klanu Oni. Chciał on przekazać ją swojej dziewczynie, ale najzwyczajniej w świecie o niej zapomniał. Dopiero niedawno, w czasie porządków, ponownie się na nią natknął. Dodatkowo dostałą jeszcze komplet białych i niebieskich bransoletek, których według niej nigdy nie jest za wiele.
 Reszta wieczoru minęła bardzo przyjemnie, a czas wypełniał wspólny śmiech i nie za inteligentne żarty Kazumy. Cała ósemka uwielbiała spędzać ze sobą czas. Po tych wspólnych ośmiu latach stali się sobie tak bliscy, jakby stanowili rodzinę.
 Dni mijały. Śnieg padał. Uczniowie Akademii cieszyli się z wolnych dni, a shinobi z wyrozumiałości Hokage i urlopów jakie dostali. Wszyscy mieszkańcy z niecierpliwością oczekiwali na noworoczny festyn. W Konoha jest to najpiękniejsza, najbardziej kolorowa i najhuczniejsza impreza w ciągu roku.
 I w końcu nadszedł ten dzień – Sylwester. Na ulicach wioski Ukrytej w Liściach kłębiły się tłumy. Liczne stragany oblegane były przez zarówno dorosłych, jak i dzieci. Ósemka naszych bohaterów także postanowiła wziąć udział w zabawie. Jednakże, już po paru godzinach uciekli swoim przyjaciołom należącym do Dwunastki Konohy, alby udać się w bardziej ustronne miejsce. Spacerkiem skierowali się w stronę Monumentu Hokage. Wspięli się na górę i rozsiedli na głowach byłych i obecnego władcy Liścia. Zyskali w ten sposób trochę prywatności i spokoju, którego nie da się dostać w centrum wioski. Z tego miejsca roztaczał się cudowny widok na Konohę, która tego dnia była niesamowicie rozświetlona, co wręcz zapierało dech w piersi. Cała grupa dłuższą chwilę siedziała w kompletnym milczeniu, pogrążając się we własnych myślach. Zastanawiali się nad przeszłością, teraźniejszością i przyszłością. Rozmyślali, jakie jeszcze niespodzianki może zgotować im los. W końcu, przedłużającą się ciszę przerwał Naruto:
 - Czy Wy tez czujecie, że czas nam ucieka?
 - Tak, masz rację. Kiedy Wy trenujecie i rośniecie w siłę Zło nie próżnuje, także powiększa swoją armię. - odpowiedział zamyślony Taisuke.
 - Czasami tak myślę, że fajnie by było, gdybym była zwykłą kunoichi. Chodziła na zwykłe misje, wykonywała nudne zadania, prowadziła normalny trening ze swoją drużyną, często spotykała się z przyjaciółmi i nie musiała się martwić nadchodzącą bitwą o świat. - podzieliła się swoimi myślami Namida.
 - No... - zgodziła się Hinata – Ale, z drugiej strony, jakie nudne byłoby nasze życie.
 - No i najgorsze, że nie poznalibyście nas! - zawołał jeszcze Kazuma, czym oczywiście całkowicie zniszczył refleksyjny nastrój.
Nagle niebo rozświetliło się niezliczoną ilością kolorowych sztucznych ogni. Wyjątkowa chwila stała się jeszcze bardziej niezwykła, gdy Sasuke zrobił coś, czego nikt kto go zna by nie podejrzewał. Kiedy granatowowłosa piękność zachwycała się grą barw na nocnym niebie, młody Uchiha wyciągnął z kieszeni czerwone pudełeczko i zwracając na siebie uwagę dziewczyny, uklęknął przed nią. Oczywiście przyciągnął wzrok nie tylko jej, ale i reszty obecnych tam przyjaciół. Cała szóstka musiała dosłownie zbierać szczęki z ziemi, a wykonanie choćby najmniejszego ruchu było w tym momencie niemożliwe. Sasuke całkowicie nie przejęty reakcją towarzyszy, utkwił wzrok w Hinacie i zapytał, lekko niepewnym głosem:
 - Czy... uczynisz mi ten zaszczyt i... wyjdziesz za mnie? - wykrztusił w końcu.
Białooka, wciąż wmurowana w ziemię zdołała wydobyć z siebie tylko jedno, ale jak niesamowicie wspaniałe i wyczekiwane przez chłopaka słowo:
 - Tak.
Szeroko uśmiechnięty czarnowłosy wsunął na serdeczny palec dziewczyny drobny, złoty pierścionek, wysadzany diamentami. Był on delikatny, ale jednocześnie posiadał w sobie coś niezwykłego, dokładnie jak Hinata. Zaraz po tym porwał swoją narzeczoną w ramiona, z zamiarem nie puszczenia jej już nigdy. Niestety nie dane było mu długo wytrwać w postanowieniu. Sekundę później ich towarzysze otrząsnęli się z szoku i natychmiast znaleźli się przy narzeczonych gratulując im z całego serca. Nie obyło się bez pytań, czy Hinata nie jest przypadkiem w ciąży, co szybko zostało wyjaśnione prawym prostym Sasuke, skierowanym prosto w nos Uzumakiego. Dziewczyny, oczywiście nie pytając się nikogo o zdanie stwierdziły, że będą świetnymi druhnami. Po dłuższej chwili, w końcu wszyscy się uspokoili, a głos zabrała Tomiko:
 - Myślę, że trzeba wracać do posiadłości Namikaze.
 - A to dlaczego? - zdziwił się właściciel wspomnianego domu.
 - Bo coś mi się obiło o uszy, że Tsunade stwierdziła, że skoro nie dostała zaproszenia na imprezę, to sama się wprosi. - wyjaśniła.
 - Ale ja nie robię żadnej imprezy... Chwila moment! - coś zaświtało w głowie Naruto – Kiba!
 - Co „Kiba”? - zdziwił się wypowiedzią kolego Sasuke.
 - Pożyczał ostatnio ode mnie klucze. Powiedział, że to bardzo ważne, a jak pytałem co, to odpowiadał, że „dowiem się w swoim czasie”. Zabiję drania! - wkurzył się już poważnie blondyn.
 - Ej, spokojnie. W sumie to dobrze. - stwierdziła uśmiechnięta Namida, a widząc pytający wzrok chłopaka, chłopaka – Przecież trzeba uczcić zaręczyny.

Ta wypowiedź trochę przekonała Naruto, ale chłopak dalej miał ochotę rozwalić Kibie co najmniej nos. Ostatecznie wszyscy zgodnie stwierdzili, że skoro nawet sama Hokage jest na imprezie, to mogą trochę poszaleć. Jak postanowili, tak też zrobili. Kiedy znaleźli się już pod odpowiednim budynkiem impreza trwała w najlepsze. Byli tam praktycznie wszyscy, począwszy od Dwunastki Konohy, poprzez wszystkich ich starych senseiów, kończąc na samej Czcigodnej i jej asystentce. Po szybkim unieruchomieniu i uspokojeniu Naruto, który już pawie miał w swoich rękach brązowowosego sprawcę całego zamieszania, ósemka przyjaciół dołączyła do bawiących się znajomych. Także szybko rozniosła się wieść o zaręczynach Hinaty i Sasuke. Po początkowym szoku, wywołanym nowymi wieściami, każdy złożył parze życzenia i pogratulował. Niedługo po tym wszyscy wrócili do wspólnego świętowania i witania Nowego Roku. A impreza trwała i trwała, do białego rana.

~ Witam :)
Na początek kilka słów wyjaśnień. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że w Japonii jest inna wiara i nie obchodzą oni świąt tak jak u nas. Jednak katolickie święta mają w sobie pewną magię i są niepowtarzalne, dlatego też je wprowadziłam do mojego opowiadania. Tak więc, jeszcze raz: święta katolickie w Japonii to nie moje przeoczenie tylko celowy zabieg.
A poza tym, mam nadzieję, że się podobało i liczę na komentarze ;)
Do następnej :*