piątek, 3 kwietnia 2015

Rozdział 21. Wiosenne porządki

 - Co tak słabo, Namida? - zawołał Sasuke uskakując przed lecącymi w jego stronę pociskami.
 - Słabo? To odeprzyj to! - krzyknęła dziewczyna.
Jasnowłosa uniosła dłoń i w tym samym momencie młody Uchiha został zaatakowany przez śmiercionośne pnącza. Na szczęście udało mu się szybko zareagować, a zielona broń natychmiast się spopieliła.
 - Za mało! - zaśmiał się czarnowłosy i skontrował.
Wokół Namidy pojawiły się znikąd ogniste kule, które zaczęły się niebezpiecznie zbliżać do niebieskookiej. Ta, niewiele myśląc wyskoczyła w powietrze, w ostatniej chwili unikając pocisków. Nagle, tuż nad jej głową pojawił się jeszcze jeden, pikując wprost na dziewczynę. Namida już nie była w stanie uchronić się przed tym niebezpieczeństwem. Jednak, ku uciesze trenerki, przewidziała podstęp chłopaka i w porę zdążyła wykonać technikę podmiany. Zaskoczony tym faktem, pewny wygranej czarnowłosy nie zauważył zmiany podłoża wokół niego. Mimo, że w porę dostrzegł lecące w jego stronę pnącz, nie mógł zrobić uniku. Jego stopy zostały skutecznie unieruchomione przez grząską ziemię i rośliny, które nie wiadomo kiedy się tam pojawiły. Zielone pnącze oplotło jego tors i ramiona, nie oszczędzając nawet szyi chłopaka. Namida jednak nie mogła długo cieszyć się zwycięstwem, bo czarnowłosy miał jeszcze jednego asa w rękawie. Wydobył ze swojego ciała ogień, który szybko zwęglił i zneutralizował zagrożenie. Pomimo błyskawicznych działań nie uchronił się przed ostatecznym ciosem. Gdy tylko udało mu się uwolnić, poczuł na swojej szyi zimne ostrze miecza Namidy. Był to jasny znak, że walka została zakończona i niestety tym razem ją przegrał. Niebieskooka stała za jego plecami, a na jej ustach wykwitł triumfalny uśmiech.
 - Wygrałam. - wydyszała zadowolona.
 - Po prostu miałaś szczęście. - odpowiedział równie zmęczony.
 - Ta, jasne.
Dziewczyna zabrała broń z krtani kolegi, po czym podali sobie ręce. W tym momencie głos zabrała Tomiko, zwracając tym samym na siebie uwagę zebranych na polu treningowym.
 - Dobra robota. Nareszcie było co oglądać. - pochwaliła ich.
 - Sugerujesz, że wcześniej byliśmy do bani? - zapytał z przebiegłym uśmiechem Naruto.
Niebieskooki wraz z Hinatą leżeli pod drzewem znajdującym się nieopodal i odpoczywali po swoim pojedynku. Był on równie widowiskowy jak ten w wykonaniu Sasuke i Namidy. Przez te kilka miesięcy cała czwórka naprawdę urosła w siłę.
 - Nic takiego nie powiedziałam. - broniła się ciemnowłosa.
 - Ale pomyślałaś. - zaśmiał się Naruto i podniósł z ziemi, a Hinata poszła w jego ślady.
 - Ej no. Zejdź ze mnie.
 - Spoko, tylko się śmieję. - skapitulował blondyn.
Był zbyt zmęczony, żeby się z nią kłócić. Nie tylko on, ale i reszta Akuma miała na dzień dzisiejszy wszystkiego dość. Marzyli tylko o gorącym prysznicu i wygodnym łóżku. Densetsu doskonale widzieli błagający wzrok podopiecznych i wspaniałomyślnie pozwolili im iść odpocząć. Dodatkowo dali im dwa dni na ponowne zebranie sił, co zostało powitane głośnym „Yatta!”. Na nic więcej nie mięli siły. Natychmiast teleportowali się do swoich domów, bo stwierdzili, że nawet spacer jest zbyt męczący i w tempie ekspresowym znaleźli się w łóżkach. Z racji takiej, że zbliżał się wieczór, a ich organizmy były tak wypompowane z sił i czakry, nie trzeba było długo czekać, aby zapadli w głęboki sen.
 Densetsu zaś nie mieli się gdzie śpieszyć, więc postanowili spacerkiem pokonać drogę do ich domu. Podczas tej przechadzki rozmawiali na wiele tematów, a jednym z nich były postępy, jakie poczynili ich młodzi przyjaciele.
 - Cieszę się, że tak sprawnie im to wszystko idzie. - wyznała zadowolona Maki.
 - W końcu mają najlepszych nauczycieli. - zaśmiał się Kazuma.
 - A Ty jak zawsze skromny. - zgasił go Taisuke.
 - Ej! Przecież ja też o Was mówię. - bronił się.
 - Dobra, skończcie. - szybko urwała dyskusje Tomiko.
Ciemnowłosa doskonale wiedziała, że ta sprzeczka prędko by się nie skończyła. Obydwoje byli okropnie uparci i uwielbiali sobie wzajemnie dogryzać, więc postanowiła poruszyć inny temat:
 - Jak tak na nich patrzyłam to wpadłam na pewien pomysł. - powiedziała tajemniczo – Chyba najwyższy czas, żeby walczyli z nami. Jeżeli uda im się wygrać wprowadzimy ich w ostatni etap i jedyne co nam pozostanie, to czekać na wojnę.
 - Myślę, że to świetny pomysł. - poparł ją Taisuke.
 - Tak. Są już wystarczająco silni i dobrze współpracują, więc myślę, że warto spróbować. Im szybciej oswoją się z Ostateczną Techniką tym lepiej. - również przytaknęła Maki.
 - To postanowione. - uśmiechnął się Kazuma, po czym dodał – Więc teraz czekają nas dwa dni ostrego treningu. Ostatnio nie źle się zasiedzieliśmy. Byłoby wstyd, gdyby te dzieciaki skopały nam tyłki nawet się przy tym nie męcząc.
 - Tu się muszę z Tobą zgodzić. - odparł Taisuke – Faktycznie kondycja mi mocno spadła.
 - To widzimy się jutro o 6 rano pod bramą. - zarządziła Tomiko.
Po krótkim pożegnaniu Densetsu rozeszli się do swoich domów, by dobrze się wyspać przed porannym treningiem.
 Następny dzień przyniósł piękną, wiosenną pogodę. Wszyscy mieszkańcy wioski odżyli po chłodnej zimie, a wąskie uliczki Konohy ponownie zapełniły się wesołymi, spacerującymi ludźmi.
 Pewien blondyn niestety nie mógł cieszyć się pięknym dniem. Na jego nieszczęście, jego dziewczyna przygotowała dla chłopaka inne zajęcie. A mianowicie, tak kochane i uwielbiane przez wszystkich wiosenne porządki. Naruto mimo że nie był zadowolony z pomysłu jasnowłosej, musiał przyznać jej rację. Po tych kilku imprezach i zimie rezydencja zdążyła się nieźle zapuścić.
 - A psik! Kami-sama, skąd tu tyle kurzu? - narzekał blondyn – Zaraz dostanę pylicy płuc!
 - Oj nie przeżywaj już tak, nic Ci nie będzie. - zignorowała go Namida i wróciła do mycia okien.
Biedny Naruto został zagoniony przez swoją ukochaną do trzepania dywanów. W czasie tej czynności zdążył wyzwać już chyba wszystkich bogów i Kage.
 - Dobra, skończyłem! - zawołał uradowany.
 - Super. To teraz zajmij się zbrojownią. Zaraz Ci pomogę.
Polecenie niebieskookiej spotkało się z głośnym jękiem niezadowolenia ze strony chłopaka.
 - Nie narzekaj. Jeszcze sala pod domem na nas czeka. Po treningu nie było czasu tam ogarnąć, więc trochę roboty tam będzie.
Blondwłosy młodzieniec już nic nie odpowiedział, tylko załamał ramiona i z opuszczoną głową w geście rezygnacji skierował swoje kroki do tej nieszczęsnej zbrojowni. Namida ucieszona faktem, że jej chłopak skapitulował i nie musi się już z nim naciągać wróciła do przerwanej czynności, czyli mycia ogromnego okna tarasowego. Tymczasem Naruto zamiast zająć się porządkowaniem broni, położył się zmęczony w rogu pomieszczenia. Nawet twarda i niewygodna podłoga mu nie przeszkadzała. Jego myśli zaprzątała jedna myśl: 'Co takiego robi Sasuke, że jeszcze się u nich nie pojawił? Tak to by od razu zagonił go do pomocy.'. Niestety nie było mu dane dłużej odpoczywać, bo już po chwili w drzwiach pojawiła się, niezbyt zadowolona widokiem jaki zastała, Namida.
 - Naruto!!!
 - I jestem trupem. - mruknął pod nosem, ale natychmiast podniósł się z podłogi, nie chcąc bardziej wkurzyć swojej dziewczyny.
 W tym samym czasie, co Naruto ubolewał nad swoim biednym losem, jego czarnowłosy przyjaciel także nie miał kolorowo. Dziewczyny chyba się zmówiły z tymi wiosennymi porządkami, bo i on od rana porządkował wraz z Hinatą swoją rezydencję. W tym domu jednak wszystko szło zdecydowanie sprawniej. Po pierwsze, Sasuke lubił porządek i regularnie układał swoje rzeczy, więc mięli zdecydowanie mniej do roboty niż Naruto i Namida. Po drugie, rezydencja Uchiha nie była punktem wszystkich imprez i spotkań towarzyskich jak było w przypadku domu blondwłosego. Czarnooki bardzo się z tego powodu cieszył, gdyż ich znajomi potrafili być nieobliczalni. A po trzecie, Sasuke nie należał do osób leniwych i nie szukał na każdym kroku jakiejś wymówki, czym cechował się przyjaciel. Dzięki temu już przed godziną 15 wszystko było gotowe.
 - Ach, nareszcie koniec. - westchnął Sasuke, opadając zmęczony na kanapę.
 - To ja zrobię obiad i przejdziemy się na spacer. - Zadecydowała Hinata, nie pytając nawet o zdanie swojego narzeczonego
 - Może coś pomóc? - zaproponował czarnowłosy, choć w myślach błagał, żeby nic dla niego nie znalazła.
Sasuke wiedział, skąd dziewczyny biorą tyle energii. Naprawdę je za to podziwiał. Na jego nieszczęście Hinata za dobrze go już znała. Doskonale wiedziała co chodzi po głowie jej narzeczonemu. Czytanie w myślach – kolejna, dość przerażająca kobieca cecha, której żaden mężczyzna nigdy nie zrozumie.
 - Ależ oczywiście, kochanie. Nakryj do stołu, a potem przyjdź do kuchni. Coś Ci znajdę. - powiedziała uśmiechając się słodko, ale jej białe oczy wyrażały niepodważalne polecenie.
 - Już się robi.
Na bladą twarz wkradł się lekki grymas niezadowolenia, ale szybko się go pozbył. Hinata zadowolona z siebie zniknęła za kuchennymi drzwiami, a za nią grzecznie podreptał Sasuke.
 Po pysznym obiedzie para wybrała się na przyjemny spacer po ulicach wioski.
 - Może zajrzymy do Naruto i Namidy? Zobaczymy co robią. - zaproponowała granatowowłosa.
Sasuke skinął głową i skręcił w odpowiednią uliczkę. Kiedy dotarli już na miejsce i mięli pukać, usłyszeli krzyk, który z pewnością należał do ich przyjaciółki.
 - Naruto!!!
Zdziwieni spojrzeli na siebie, a Sasuke powiedział:
 - Może na razie ich zostawimy? Myślę, że się nie nudzą.
 - Zgadzam się. Wolę nie mieć styczności ze wściekłą Namidą. Już współczuję Naruto.
Po tych słowach zgodnie oddalili się od rezydencji Namikaze i ponowili leniwy spacer po wiosce.
 ~ Kilka kilometrów od Konohy ~
 - Uff... Ech... Jestem padnięty. - powiedział, głośno dyszący Kazuma.
 - No nie sądziłem, że z Twoją kondycją jest aż tak kiepsko. - odparł równie zmęczony Taisuke.
 - I kto to mówi? - zripostował czarnowłosy.
 - Przestańcie się kłócić. Wszystkim nam trzeba treningu. - ucięła prędko Tomiko, opierając plecy o korę drzewa.
Cóż... Densetsu proponując sparing swoim podopiecznym nie sądzili, że ich kondycja mogła tak mocno spaść. Aktualnie, cała czwórka leżała na soczyście zielonej trawie i próbowała złapać oddech po kilkunastokilometrowym sprincie. Kidy w końcu udało im się w miarę uregulować oddech, głos zabrała Maki:
 - Mamy tylko półtorej dnia na wrócenie do formy. Musimy się mocno postarać, bo będzie wstyd.
 - Dobra, nie ma co leżeć. Jeszcze musimy przebiec z 5 kilometrów i poddamy się treningowi z natrą. Może to nam pójdzie lepiej. - zadecydował Taisuke, podnosząc się do siadu.
 - Hai, hai. Ale jeszcze 5 minut. - powiedział Kazuma lekko przysypiając.
Tomiko, widząc postawę przyjaciela zerwała się na równe nogi i zaczęła na niego krzyczeć ta głośno, że chyba była słyszana w połowie lasu:
 - Jakie 5 minut?! Żadne 5 minut! Nawet 1 minuty nie masz! Natychmiast ruszaj tą swoją grubą, leniwą dupę i do roboty! A spać będziesz w nocy!!!
Ciemnowłosa po swoim krótkim wybuchu natychmiast odwróciła się na pięcie i puściła się biegiem przez las.
 - Straszna. - wyszeptał w stronę Kazumy Taisuke.
 - No co Ty nie powiesz. - zaśmiał się czarnowłosy i podążył w ślad za przyjaciółką, żeby znowu mu się nie oberwało.
Po chwili Taisuke także wziął przykład z kolegi. Na polanie pozostała tylko Maki. Cicho się zaśmiała i stwierdziła, że z nimi nie można się nudzić. Niby są dorośli, ale czasami zachowują się jak dzieci. Do tego znają się od lat i wiedzą co kogo denerwuje. Spokojnie dałaby sobie rękę uciąć, że Kazuma specjalnie wzburzył Tomiko, by trochę rozruszać towarzyszy. No cóż... Udało mu się. Kobieta raz jeszcze zachichotała i puściła się sprintem przed siebie, by dogonić przyjaciół. Przyjaciół, za którymi bez zastanowienia wskoczyłaby w ogień.

~ Witam znów :D
Coś mi się ostatnio notki pomieszały i walka, o której ostatnio mówiłam pojawi się dopiero w następnym rozdziale. Mam nadzieję, że to nie kłopot. :) Dziś zaś macie trochę luźniejszą notkę i taką trochę na czasie, bo na pewno niedługo wszyscy zostaną zagonieni do porządków. :P
Pozdrawiam i liczę na komentarze :)
Buziaki :*

środa, 1 kwietnia 2015

Smutna informacja




Pewnie mnie teraz zabijecie, ale niestety muszę to zrobić.

ZAWIESZAM BLOGA!

 Ostatnio nie mam w ogóle czasu na bloga i pisanie. Za miesiąc matura a ja jestem w tak zwanej dupie. Przepisywanie rozdziałów po nocach zdecydowanie mi nie służy. Dodatkowo doskwiera mi całkowity brak weny i zastój. Kiedy staram się sklecić jakiś specjał, czy po prostu kontynuować opowiadanie, biorę ołówek do ręki i siedzę patrząc w ścianę. NIC! Chcę, żeby wszystko było jasne i mam nadzieję, że mimo wszystko mnie nie opuścicie w tych trudnych chwilach.

Przy okazji, życzę Wam wszystkim wesołych, spokojnych i rodzinnych świąt Wielkiej Nocy oraz mokrego Śmigusa Dyngusa. No i żeby pogoda dopisała, bo ostatnio jest okropnie kapryśna -.-



Chcę jeszcze powiedzieć tylko jedno słowo:

PRZEPRASZAM











No dobra... Dwa słowa: Prima aprilis! :D
Nie mogłam się powstrzymać haha :P Co prawda to prawda, mam ogromny natłok zajęć, ale nie zamierzam porzucać ani zawieszać bloga. Jestem dla Was po prostu za dobra :P
Pozdrawiam i czekajcie na nowe notki :*


piątek, 27 marca 2015

Rozdział 20. Współpraca

 Czas mijał. Śnieg zalegający na ulicach Konohy stopniał. Dni stawały się coraz dłuższe i cieplejsze. Krótko mówiąc: nadeszła wiosna. Nasi bohaterowie, przez cały ten okres czasu ciężko i nieprzerwanie trenowali. Z dnia na dzień stawali się lepsi, wymyślali nowe techniki i doskonalili się w nich. Ledwo nastał marzec, a nasi Samurajowie, mimo jeszcze nie do końca sprzyjającej aurze, przenieśli swój trening na polanę, lekko oddaloną od wioski. Powodem tej decyzji był fakt, że Akuma powoli opanowywali coraz silniejsze techniki i potrzebowali do nich znacznie więcej przestrzeni. Jednakże, nie wszyscy byli w pełni zadowoleni z podjętej decyzji.
 - Czy oni muszą się tak szybko uczyć? Zaraz tu zamarzę! - narzekała, szczękając głośno zębami Namida.
Tak się składało, że ten dzień nie należał do najcieplejszych. Silny, mroźny wiatr nie rozpieszczał, a ciemne chmury, skrywające słońce zwiastowały porządną ulewę.
 - Zgadzam się z Tomiko! - zawołał, równie zmarznięty Kazuma.
 - Nie narzekajcie, nie jest tak źle. - powiedział niewzruszony Taisuke.
 - Ty się nawet nie odzywaj! Ty się możesz ogrzać! To nie fair! - wykrzyknął Kazuma.
Mężczyzna miał rację. Długowłosy stał z rękami w kieszeniach i przypatrywał się treningowi podopiecznych. Jedyne, co można było wyczuć, to czakra natury ognia krążąca wokół niego, zapewniając ciepło.
 - A tak właściwie, Taisuke, to czemu nie obejmiesz nas swoją techniką? - zapytał po chwili Maki.
Mężczyzna spojrzał na swoich przyjaciół, których twarze wyrażały zaciekawienie i oczekiwanie na jego wyjaśnienia. Ten jednak tylko wzruszył ramionami i odezwał się obojętnym tonem:
 - Bo nie pytaliście.
 - BAKA!!!
Krzyk trójki osób rozniósł się po polanie i przykuł uwagę trenujących.
 - Co się tam stało? - zapytała zaintrygowana Namida.
W ręce trzymała bicz zrobiony z długiego pnącza.
 - Pewnie znowu się o coś pokłócili. Norma. - odpowiedział nieprzejęty Sasuke.
 - Kontynuujmy. - zarządził blondyn i ponownie stanął u boku swojej dziewczyny.
Tego dnia, głównym celem treningu była współpraca. Mimo posiadania teoretycznie niekompatybilnych natur próbowali w jakiś sposób zgrać je ze sobą w walce. Ogień z wodą, a wiatr z ziemią. Jak na razie efekty były marne. Akuma brakowało jakiegoś konkretnego pomysłu, klucza, według którego mogliby podążać. Puki co, raz jeszcze spróbowali połączyć dwie przypadkowe techniki. Sasuke wypuścił w stronę najbliższego drzewa kulę ognia, a Hinata próbowała pokryć ją wodnym biczem. Niestety, nie dość, że ataki ze sobą nie współgrały, to na dodatek się zneutralizowały.
 - Kuso! - wkurzył się już nie na żarty czarnowłosy.
 - Spokojnie. Trzeba wymyślić coś innego. - próbowała uspokoić go Hinata.
 - Racja. - przytaknął jej Naruto – Do tej pory staraliśmy się znaleźć coś, co by w jakiś sposób współgrało. A może właśnie to inne jest tu kluczem? Musimy wymyślić coś niekonwencjonalnego.
 - Dobra, ale co? - zastanawiała się głośno Namida.
Kiedy tak wszyscy stali i myśleli, Sasuke nagle dostał olśnienia. Niby oczywiste, ale nie wpadli na to wcześniej.
 - Kiedy woda ma styczność z ogniem, ta zaczyna parować, tworząc w ten sposób parę wodną, mgłę, prawda?
 - No tak. - przytaknęła Hinata, zainteresowana kierunkiem myśli czarnowłosego.
 - Pamiętasz, jak ostatnio poparzyłaś się otwierając garnek? Para Ci buchnęła w rękę.
 - No tak.
 - I powiedziałaś wtedy, że bywa ona czasem gorsza od wrzątku.
 - Dobrze myślisz, kontynuuj. - podłapała Namida.
 - A może by tak zrobić mgłę, do której wszedłby niczego nieświadomy przeciwnik, a potem ją podgrzać, co spowodowałoby poważne poparzenia na całym ciele. Z miejsca byłby wykluczony z walki. - zakończył z uśmiechem na ustach.
 - Genialne! - zawołał podekscytowany Narto.
Sasuke i Hinata natychmiast przystąpili do działania. Granatowowłosa wydobyła z wilgotnej po zimie ziemi kropelki wody i osadziła je na liściach, trawie i w powietrzu. Kiwnęła głową na znak, że jest gotowa i wtedy to czarnowłosy przejął inicjatywę. Zaczął pulsacyjnie wysyłać niewielkie ilości czakry tak, by nie spowodować niepotrzebnych zniszczeń. Już po kilku sekundach na polanie przed czwórką przyjaciół pojawiła się dość gęsta mgła.
 - Dobra, więc co teraz. - zapytała Namida – Raczej nikt z nas tam nie wejdzie.
 - Wyślę klona na próbę. - zaproponował Naruto.
Chwilę później kopia blondyna zniknęła w nowej technice narzeczeństwa. Sasuke mocniej skupił się na utrzymaniu ruchu cząsteczek ognia, a Hinata dbała, aby technika nie rozprzestrzeniła się dalej niż to konieczne, gdyż mogłaby kogoś niechcący skrzywdzić. Po kilku minutach dało się usłyszeć cichy syk i przeraźliwy krzyk klona. Zaraz potem Naruto mocno się skrzywił i odezwał:
 - Udało się Wam. Zniszczyliście mojego klona, a jego wspomnienia nie należą do najprzyjemniejszych. Dobra, to teraz my coś musimy wymyślić.
 - Wiesz co, Naruto. - podjęła zamyślona Namida – Jak tak patrzyłam na technikę Hinaty i Sasuke przypomniała mi się Suna i tamtejsze burze piaskowe. Nie pytaj czemu akurat o tym pomyślałam, bo sama tego nie wiem, ale można by spróbować to wykorzystać.
 - Hm... Dobry pomysł. - przytaknął niebieskooki.
Nie przeciągając dłużej, Namida, bez najmniejszych problemów poderwała z ziemi tumany pyłu i piachu.
 - Twoja kolej, Naruto. Tylko nie przegnij. - ostrzegła.
 - Spokojnie. Nie jestem przecież głupi.
Przyjaciele zamiast odpowiedzieć, obrzucili blondyna powątpiewającym wzrokiem, który mówił wszystko.
 - A spadajcie. - naburmuszył się, po czym zabrał się do działania.
Od razu poczuć można było lekkie powiewy zimnego wiatru, który chwilę potem zdecydowanie się wzmocnił i skupił w jednym punkcie. Spowodowało to wytworzenie się sporej trąby powietrzno-piaskowej. Nie było to jeszcze do końca tym, czego oczekiwali, więc blondyn delikatnie rozciągnął technikę. Teraz na całym polu treningowym wirował piasek i drobne kamienia. Gdyby ktoś znalazł się w centrum tej zawieruchy na pewno ciężko bym mu było patrzeć i oddychać, a jakby miał pecha, mógłby nawet dostać kamieniem. Naruto zneutralizował atak, a Namida ponownie osadziła piasek w ziemi tak, by nie przeszkadzał w dalszym treningu.
 - No brawo, brawo. W końcu znaleźliście klucz.
Akuma odwrócili się w stronę głosu, który należał do Taisuke. Ich nauczyciele zdążyli już zbliżyć się tak, by móc bez przeszkód porozmawiać. Na ich twarzach twarzach gościło zadowolenie, a po części duma z szybkich postępów uczniów. Dalszą wypowiedź podjęła Maki.
 - Udało się Wam dojść do pełnej harmonii i nie chodzi mi tu o wasze natury czakry i żywioły, ale o Was samych. Byliście w stanie połączyć ze sobą części przyrody, które się w pewnym sensie wzajemnie wykluczają, ale jednocześnie nie mogą bez siebie dobrze funkcjonować. To co właśnie uzyskaliście będzie kluczowe w kolejnym etapie treningu, ale jak na razie damy Wam spokój. Wspólnie doszliśmy do wniosku, że należy Wam się chwila wytchnienia, więc zróbmy sobie jeszcze mały sparing i wolne.
 - Yatta!
Ledwie kobieta skończyła mówić, została zagłuszona przez cztery uradowane krzyki. Nawet Sasuke się nie powstrzymywał i dał upust emocjom.
 - Spokojnie dzieciaki. Najpierw sparing. - uspokoiła ich Tomiko.
 - No to na co czekamy? Zaczynajmy wreszcie! - zawołał podekscytowany Naruto, co wywołało ogólną wesołość wśród zebranych.
 ~ Gdzieś w odległym wymiarze ~
 - Witaj, mój Panie.
 - Raportuj.
 - Nasze wojska są już na końcowym etapie szkolenia. Cały czas także poszerza się grono naszych zwolenników i chętnych do walki. Już niedługo będziemy gotowi.
 - Doskonale. Kontynuujcie Wasze działania, ale jeszcze się wstrzymamy przed natarciem. Powiedz mi, co się dzieje po drugiej stronie?
 - Samurajowie także gotują się do walki. Są w trakcie szkolenia młodych wojowników. Na nasze nieszczęście idzie im to szybciej niż początkowo przypuszczaliśmy. Z pewnością będą gotowi przed Dniem Ostatecznym. Wojska również są w dobrej kondycji i mogą przysporzyć nam nieco problemów.
 - O to się nie martw. Po coś w końcu szkolimy tych patałachów. A Samurajowie będą mięli na karku trochę innych przeciwników. Osobiście dopilnuję ich treningu, więc nie powinno być niespodzianek, a te dzieciaki, które szkolą z pewnością nie sprawią nam problemów.
 - Ale Panie...
 - Nie chcę tego słuchać! Jak mówię, że nie sprawią problemów to tak będzie. Odejść!
 - Tak, Panie.
 - Nie sprawią problemów, bo mam dla nich trochę inną niespodziankę. Już niedługo wszystko się rozstrzygnie, a świat nareszcie będzie mój.

~ Cześć Wam :)
Jak się domyślacie, już w następnej notce będzie miała miejsce dosyć ciekawa walka :D Przyznam szczerze, że już mam ją napisaną i jestem z niej zadowolona. A Wam niestety pozostaje tylko czekać na piątek :P
Buziaki :* i liczę na komentarze, bo ostatnio się tu jakoś tak pusto zrobiło :(

piątek, 20 marca 2015

Rozdział 19. To wcale nie takie łatwe

 Piękny zimowy dzień. Mieszkańcy wykonywali codzienne obowiązki. Shinobi wypełniali powierzone im misje, a dzieci beztrosko bawiły się w białym puchu, głośno się przy tym śmiejąc. Nie raz nawet dorośli dawali ponieść się zabawie, co powodowało liczne bitwy na śnieżki.
 Czwórka naszych bohaterów także nie próżnowała. Pod bacznym okiem Densetsu Samurai ciężko trenowali, by być w stanie w przyszłości obronić swoich bliskich.
 ~ Sasuke i Taisuke ~
 Dwójka ciemnowłosych mężczyzn stało w rogu dość sporego pomieszczenia. Między nimi panowała kompletna cisza. Było to spowodowane głównie tym, że Taisuke, drapiąc się po głowie, próbował wymyślić od czego zacząć. Sasuke zaś stał i cierpliwie czekał na jakiekolwiek słowa nauczyciela. W końcu, po pewnym czasie starszy z nich machnął ręką i powiedział:
 - A co ja się będę męczył? Pokażę Ci o co mi chodzi, a potem to powtórzysz. Może być?
 - Jasne. - odpowiedział szybko.
Mimo, że Sasuke nie wyglądał na osobę niecierpliwą, to tak naprawdę w środku aż się gotował. Była to jedna z nielicznych cech, których niestety nauczył się od Naruto. Po prostu spędzają ze sobą zdecydowanie za dużo czasu. Taisuke, litując się nad uczniem i nie każąc mu dłużej czekać, od razu przeszedł do demonstracji.
 W ciągu kilku sekund stanął w szkarłatnych płomieniach. Po kolejnych paru, ogień ten zaczął przygasać, ale jednocześnie kumulując swoją siłę na wyciągniętej przez Taisuke ręce. W końcu powstała niewielka kula gorącego żaru. Nie zwlekając, długowłosy cisnął nią w ustawiony niedaleko pal. Siła i temperatura pocisku była tak duża, że zniszczyła nie tylko swój cel, ale i stopiła kawałek kamiennej ściany, przy której jeszcze do niedawna znajdował się pal.
 - Jak to zrobiłeś? - zapytał natychmiast Sasuke.
Stał z szeroko otwartymi oczami i podziwiał zniszczenia, jakie zrobiła tak mała kula ognia.
 - Ech... - westchnął lekko zrezygnowany Taisuke – Sęk w tym, że nie wiem. To się po prostu czuje. Tak jak przy odnajdywaniu ognia, po prostu czujesz gdzie ono się znajduje i jak je wydobyć na powierzchnię. Tu jedynie dodajesz polecenia umysłu. Chcesz, żeby ogień skupił się w dłoni, więc koncentrujesz się na tym miejscu i zamiast kierować płomienie na zewnątrz ciała, kierujesz je do dłoni. I to w sumie tyle.
Sasuke stał przez chwilę bez słowa i analizował wypowiedź nauczyciela. Ten jedynie wzruszył ramionami i dodał:
 - No co? Ogień jest nieposkromiony, nieobliczalny sam musisz dojść do tego, jak się nim posługiwać i co zrobić, by był Ci posłuszny.
Czarnowłosy raz jeszcze zerknął na przyjaciela, po czym przymknął oczy i skoncentrował się na swoim wnętrzu. W porównaniu do starszego Samuraja, wywołanie ognia zajęło mu więcej czasu, ale jak na ten etap to i tak dobrze sobie poradził. Niestety, kiedy zaczął przekierowywać płomienie do dłoni, one najzwyczajniej w świecie... zgasły.
 - Co jest? - zapytał zirytowany, patrząc na pustą dłoń.
 - Ogień nie znalazł odpowiedniej drogi. Musisz próbować wielu rozwiązań, aż w końcu trafisz na ten odpowiedni. - wytłumaczył pokrótce Taisuke.
Sasuke kiwnął głową, dając w ten sposób znak, że zrozumiał i ponownie starał się wykonać technikę. Dopiero coś po dziesiątym razie udało mu się skupić w dłoni kuleczkę. Była dosyć mizerna w porównaniu do tej Taisuke, ale grunt, że była. Czarnowłosy zamachnął się lekko i cisnął techniką w drewnianych pal. Jednak, nim dotarła ona do celu... znikła.
 - Hi hi hi.
Długowłosy nie był w stanie dłużej już utrzymać cisnącego mu się na usta złośliwego chichotu.
 - Zamknij się. - warknął w jego stronę, już nie podirytowany, ale delikatnie mówiąc wkurzony Sasuke.
 - Spokojnie. Po prostu, po wypuszczeniu kuli z ręki zerwałeś z nią mentalny kontakt. Przecież ogień pochodzi z Ciebie, więc jak straci źródło to zniknie. Musisz cały czas być skoncentrowany. A teraz ćwicz. Dobrze Ci idzie, a jak w końcu rozwalisz ten pień nauczę Cię kumulować ogień bezpośrednio w jednym punkcie, bez uzewnętrzniania go całym ciałem.
Sasuke nie skomentował już jego słów, tylko powrócił do przerwanego treningu. Taisuke zaś odsunął się na bok, żeby nie przeszkadzać przyjacielowi. Jednocześnie uważnie obserwował jego poczynania, by w razie potrzeby szybko zareagować. Cóż, nie uśmiechało mu się odbudowywać Naruto domu.
 ~ Hinata i Maki ~
 Dziewczyny również nie marnowały czasu i od razu przeszły do rzeczy, a głos zabrała Maki:
 - Niestety, Hinata, ale będziesz miała trochę utrudnione zadanie. Nie dość, że będziesz musiała skupić się na wykonywaniu techniki, to najpierw musisz wywołać wodę, która będzie niezbędna do jej wykonania. Ale spokojnie, z czasem będziesz robiła to wszystko całkowicie instynktownie. - zamilkła na chwilę, a gdy przed dwiema kobiecymi sylwetkami zawirowała przeźroczysta ciecz, kontynuowała przerwaną wypowiedź – Na początek, musisz siłą umysłu skłonić wodę do ruchu, a dokładniej do tego, aby oplotła Twoje ręce.
W czasie gdy mówiła, kryształowe wstęgi oplotły dłonie i przedramiona starszej z kobiet.
 - Na razie nauczę Cię wykonywać techniki ze skoncentrowanej wody, będzie łatwiej.
Równo jak wypowiedziała to zdanie wstęgi ujednoliciły się i skupiły bezpośrednio wokół dłoni Maki. Granatowowłosą mocno zainteresowało to zjawisko, więc spojrzała pytająco na nauczycielkę.
 - Widzę, że już to zauważyłaś. Jest na to proste wytłumaczenie. Woda wykonuje to, o czym akurat w danej chwili wspominam, ponieważ słucha się ona poleceń wydawanych bezpośrednio przez mój umysł. Ja już tego nie muszę kontrolować, to samo się kontroluje. A wracając do techniki. Zobacz.
Maki ucichła na chwilę i odwróciła się w kierunku kolejnego już w tej sal pala. Stanęła w pozycji bojowej i zamachnęła się. Otwartą dłonią, z palcami zwróconemu ku obranemu celu, wypuściła wstęgę wody, która przecięła drewno na pół.
 - Teraz Ty spróbuj. Pamiętaj, że wszystkim sterujesz za pomocą umysłu.
Hinata zaś, zamiast wykonać polecenie Maki zadała jeszcze jedno, nurtujące ją pytanie:
 - To ustawienie ciała łudząco przypomina technikę mojego klanu, nie sądzisz?
 - Masz rację. - odparła zadowolona spostrzegawczością swojej uczennicy – Dzieje się tak głównie dlatego, że w podobny sposób Jūken umożliwia wypuszczenie skoncentrowanej czakry.
 - Rozumiem. - odpowiedziała Hinata – No to zaczynajmy.
Granatowowłosa przywołała do siebie żywioł z trochę większymi trudnościami niż Maki i ustawiła się w odpowiedniej pozycji. Przymknęła na chwilę oczy, by móc lepiej się skoncentrować, a po chwili wyrzuciła przed siebie dłoń. Technika jednak nie wyglądała tak jak powinna. Zamiast wstęgi, w stronę pala poleciała kula wodna roztrzaskując drewno na kawałki i uderzając w znajdującą się za nim ścianę, wzbijając przy tym w powietrze tumany kurzu.
 - Spokojnie, Hinata! - zawołała zaskoczona Maki – Zdecydowanie za dużo czakry. Nie myśl o tym, ile mocy włożyć w wykonanie techniki, ale skup się bezpośrednio na jej wyglądzie. Wyobraź sobie ją.
Białooka ponownie skoncentrowała się na wodzie. Tym razem pojawiła się wstęga, ale nim dotarła do celu, rozpadła się.
 - Teraz lepiej. Ćwicz dalej.
Maki zgrabnie odsunęła się od przyjaciółki i uważała, by znów nie narobiła jakichś szkód.
 ~ Naruto i Kazuma ~
 - Co mam robić? No powiedz w końcu, no!
W tej dwójce z pewnością nie było równie spokojnie co w pozostałych.
 - Ogarnij się, Młody. Trochę cierpliwości! - zirytował się Kazuma.
Jak widać na załączonym obrazku, niektórych przyzwyczajeń niestety nie da się wyplewić. W Naruto, mimo wieku wciąż zostało coś z dziecka, co przynosiło zgryzotę głównie jemu nauczycielowi. Kazuma, nie chcąc dłużej słuchać jęków przyjaciela natychmiast przeszedł do rzeczy:
 - Na dobry początek pocieszę Cię, nie ma tu wiatru, więc będzie Ci zdecydowanie gorzej niż w lesie.
Po tych słowach Kazuma uśmiechnął się złośliwie, a Naruto zaczął na nowo marudzić.
 - No super. Dzięki za podbudowanie na duchu. Nie ma to jak...
Nie udało mu się jednak skończyć, bo starszy z mężczyzn całkowicie zignorował blondyna.
 - Zanim zaczniesz wykonywać technikę musisz sam wywołać wiatr, poprzez ruch cząstek powietrza. Pokarzę Ci, jak to ma mniej więcej wyglądać, ale do ostatecznej formy będziesz musiał dojść sam. Spójrz. Przy pomocy siły umysłu skłaniam otaczające nas powietrze do ruchu, swoistego tańca. Nie muszą to być silne powiewy, skoda naszej energii. Kiedy już uzyskasz niewielki wiaterek musisz skupić go w okolicach swojej dłoni, bo to przy jej pomocy wykonuje się tą technikę. Kiedy już to zrobisz, skupisz się na celu i zamaszystym ruchem posyłasz taki jakby powietrzny sierp. O tak.
Kazuma sprawnie zamachnął się na stojący nieopodal drewniany pal. Nim blondyn zdążył się zorientować, drewno osunęło się na ziemię przecięte na pół.
 - Super. - skomentował Naruto.
Nie tracąc czasu ustawił się przed kolejnym celem i skoncentrował się na ruchu cząsteczek powietrza. Trochę się namęczył, ale w końcu skupił w ręce trochę wiatru. Zadowolony z siebie zamachnął się i posłał technikę w stronę pala. Jednak, zamiast zniszczyć cel ta jedynie w niego... dmuchnęła.
 - Ha! Ha! Ha!
Naruto został bardzo kulturalnie wyśmiany przez starszego przyjaciela. Blondyn jedynie na niego warknął. Skoro Sasuke nauczył się paru zachowań Naruto, to jasne jest, że i blondyn padł „ofiarą” częstego przebywania w towarzystwie Uchihy. Następnie ponownie stworzył technikę, lecz stało się dokładnie to samo. Po pewnym czasie Kazuma nareszcie opanował swoją wesołość. Postanowił zlitować się nad niebieskookim i wyjaśnił mu gdzie robi błąd.
 - Naruto, ty po prostu zbyt dużo uwagi zwracasz na siłę i efektowność techniki, a zbyt mało na samym jej wychowaniu. Powinieneś być cały czas skoncentrowany i skupić się na odczuwaniu mentalnej łączności z żywiołem. Teraz twój brak koncentracji nie wyrządził szkód, ale w przypadku technik posiadających zdecydowanie większe pole rażenia może dojść nawet do potężnego wybuchu. Naruto przemyślał ostrzeżenie i po chwili przyznał Kazumie rację. Nie był głupi i doskonale zdawał sobie sprawę z zagrożenia. Był liderem grupy, musiał trzymać fason.
 - Zrób to jeszcze raz, ale tym razem powoli i dokładnie.
Naruto zrobił wszystko, jak kazał mu Kazuma i dało to zamierzone efekty. Na pniu pojawiło się niewielkie nacięcie.
 - Świetnie. - pochwalił go – A teraz ćwicz, dopóki nie uda Ci się przeciąć całego pala.
Kazuma, podobnie jak jego przyjaciele, oddalił się na bezpieczną odległość i obserwował z uśmiechem swojego ucznia. Rzadko na twarzy Naruto pojawiało się takie skupienie i powaga. Widocznie słowa starszego Samuraja głęboko do niego trafiły. I dobrze. Przynajmniej szybciej zakończy trening.

~ Witam :)
Lekki poślizg czasowy, bo notka miała być rano, ale tak się złożyło, że dopiero teraz miałam czas żeby ją dodać. Ale jeszcze załapałam się na piątek :D
Bez dłuższego smęcenia. Do zobaczenia za tydzień. :*